piątek, 21 stycznia 2022
mała ZMIANA
Jak sprowadzić na manowce miliony katolików?
Trzeba by dużej przemyślności, aby się nie zorientowali. Absolutnie nie można artykułować twierdzeń przeciwnych tym twierdzeniom, w które wierzą. Należałoby jednak jakąś jedną kluczową modyfikacją otworzyć ten skarbiec wiary na rozkradanie i wyrzucenie. Na zwietrzenie a w konsekwencji i podeptanie przez ludzi.
Tym tajemnym słowem kluczem - a właściwie wytrychem - jest "żywa tradycja". Otóż fundamentem trwania Kościoła, jego żywotności i rozwoju było przekazywanie - tradere - nauki z czasów przeszłych - ludziom współczesnym. Jeszcze w pierwszej poł. XX wieku można było twierdzić "Pokolenia mijają, instytucje się starzeją i ulegają zmianom, stowarzyszenia się rozpraszają, sekty upadają, miasta, królestwa, cesarstwa się walą, dynastie wygasają, narody i rasy giną, albo zlewają się ze sobą, jeden tylko Kościół Rzymski, zawsze ten sam, kroczy zwycięsko poprzez wieki." (Krótki Zbiór Zasad Życia Chrześcijańskiego ułożony przez Kardynała Merciera). Trwał zatem Kościół na fundamencie Wiary Apostolskiej przekazywanej przez wieki. Trudne to było do poruszenia. "Gdy jakaś prawda zawarta w Objawieniu zostanie jako taka z biegiem czasu przez Kościół określona, przyjmuje nazwę dogmatu. Kto zaprzecza któregokolwiek dogmatu, staje się heretykiem." (tamże). Jednakże kilkadziesiąt lat temu dodano przymiotnik "Żywa". Słowo samo w sobie raczej pozytywne, mające takie konotacje, dające jednocześnie niezliczone spektrum znaczeń, nie znanych w historii Kościoła. „To co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków - przekaż zasługującym na wiarę ludziom” - pisał do Tymoteusza św. Paweł. Objawienie, które zakończyło się wraz ze śmiercią ostatniego z Apostołów odtąd miało być wiernie przekazywane, zachowywane i co najwyżej precyzowane przyjmując określenia dogmatyczne strzegące danej prawdy wiary przed błędem. Żywa tradycja może zatem prawidłowo oznaczać budowanie "żywego" życia chrześcijańskiego w oparciu o to co było święte dla poprzednich pokoleń katolików. W ostatnich czasach jednak coraz częściej rozumie się to sformułowanie jako powodujące życie samej tradycji i jej rozwój. Dochodzimy zatem do absurdów takich jak ewolucja dogmatu albo jak to w 1988 roku sformułowała Komisja Teologiczna - jego interpretacja aktualizująca. "Żywa Tradycja ludu Bożego pielgrzymującego przez historię nie zatrzymuje się w określonym punkcie tej historii; dochodzi do czasów obecnych, które przekracza, by kierować się do przyszłości. Definicja dogmatu nie jest więc tylko końcem rozwoju, ale zawsze także nowym początkiem." Tego typu ekwilibrystyka słowna powoduje, że owszem, przeciętny katolik nic już nie rozumie. Podobnie jak w wielu tekstach soborowych i posoborowych mówienie o tym jak być zazwyczaj powinno jest przepustką do tego, aby wprowadzić odstępstwa od zasad generalnych lub nie zrobić nic. Proponuje się zastosowanie dwóch zasad w interpretacji dogmatów, które w dokumencie sami autorzy oceniają jako na pierwszy rzut oka sprzeczne - trwałą wartość prawdy i aktualność prawdy. Takim sposobem, możemy rzeczywiście stać się arbitralnymi sędziami wywyższonymi ponad Kościół a nawet samego Boga. Oto już Kościół nie mówi jak jest w oparciu o to jak zawsze było, tylko ocenia, czy dana prawda jest trwała (wiadomo co z nią się staje jeżeli w ocenie oceniających nie jest) oraz czy jest aktualna (świat się, zmienia, pędzi, ludzkość już nie jest tym czym była 1000 lat temu, już jesteśmy dojrzali i lepsi więc już nie obowiązują nas skostniałe zasady przeszłości i … takie tam podobne modernistyczne bałamucenie). Oto człowiek rozsadził swę dupę na środku Kościoła - ohyda spustoszenia - i osądza Prawdę - jak Piłat Chrystusa. Już nie przyjmuje z pokorą mądrości poprzednich budowniczych Kościoła, ale ich ocenia, aktualizuje. Już nie przerasta go spuścizna wieków, lecz jednym słowem ją wyrzuca do kosza – interpretacja aktualizująca. Już nie jest tym kim były poprzednie pokolenia a jest samo wymyślającym się kreatorem siebie i świata wokół siebie. Kreatorem Boga - którego główną cechą jest odtąd nie bycie źródłem prawdy, ale dawanie się do odczuwania w duszy człowieka - jako jakiś dodatek do życia duchowego dany dla lepszego samopoczucia. Co za pycha. Iście diabelska. Non serviam. Dlaczego nie powinno nas dziwić, że ostatecznie Bóg zniszczy to Miasto? Tę pseudo cywilizację. Wieża Babel - upadnie. Babilon przestanie zniewalać dzieci Boże. Ta Sodoma spłonie ogniem Bożego gniewu, a Gomorę wypali ogień z nieba. Runą ołtarze stawiane człowiekowi i ludzkiemu rozumowi, bo człowiek przed Bogiem jest niczym. Takie są fakty. Cóż z tego, że w cytowanym dokumencie są wskazane kryteria rozwoju dogmatów i pada tam sformułowanie, iż "rozwój staje się zniszczeniem, gdy sprzeciwia się doktrynie pierwotnej lub wcześniejszym rozwojom. Autentyczny rozwój zachowuje i ochrania poszczególne jego formy i sformułowania, które go poprzedziły", gdy to tak nie działa. Działało być może w 1988 roku kiedy to ukazał się wzmiankowany dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej o INTERPRETACJI DOGMATÓW. Działało być może jeszcze za pontyfikatu Ojca Świętego Benedykta XVI, gdy Watykan eksponował hermeneutykę ciągłości, czego wyrazem było Summorum Pontificum. Niestety jakby przestało działać ostatnimi czasy. Mamy kolejny etap postępu. Co dokument, co wypowiedź papieska to wielkie zaskoczenie w świecie katolickim. - Kim jestem aby osądzać homoseksualistów - no właśnie Papieżem, który otrzymał klucze Piotrowe do związywania i rozwiązywania, sędzią na ziemi najwyższym. 7 herezji w encyklice Amoris Laetitie, dopuszczającej żyjących w grzechu ciężkim rozwodników do Komunii Świętej. Kult Pachamamy w świątyni katolickiej urągający Bogu i pierwszemu przykazaniu. Zdaniem Rossa Douthata liberalny katolicyzm ery Franciszka głosi, że Kościół musi odrzucić Jezusa, by pójść dalej niż Jezus, nie kontynuować myśli katolickiej tylko ją odrzucić. To intelektualne dziedzictwo Hegla, ewolucja Kościoła „w stronę wyższej moralności”. Ostatni dokument - Motu Pro Prio Traditionis Custodes - nie pozostawia złudzeń, że katolicki liberalizm prowadzi do zaprzeczenia własnej tożsamości i jest skierowany przeciwko Bogu. Czyżby można skonstatować, że to satanizm? Arianizm? Zdaniem Rossa Douthata „w liberalnym katolicyzmie, tak jak w arianizmie interpretacja wiary jest”, tak wykreowana wbrew faktom jakby była „dopasowana do osób rozsądnych, o umiarkowanych i zrównoważonych poglądach, a najważniejsze autorytety epoki cenią je wyżej niż inne, bardziej tradycyjne koncepcje. A zatem odtąd opiekunowie tradycji będą się zajmować jej uśmiercaniem. Po uśmierceniu Tradycji w życiu katolików będzie można rzeczywiście bez przeszkód tworzyć nowe "żywe" tradycje, aktualizować dogmaty i kreować bez przeszkód nowy kościół na nowe czasy i Nowy Porządek Światowy. Czy będzie on jednak nadal Mistycznym Ciałem Chrystusa, źródła Prawdy, którego się zaparł i zdradził?
sobota, 31 października 2020
PIEKŁO
Piekło. Po ulicy chodzą zwierzęta, które wolą zagryzać swoje młode, niż je żywić i wychowywać.
Chociaż zaraz.
U zwierząt tak często się to jednak nie zdarza.
Chodzą rozpuszczone pińcet plus dzieci, które zawczasu zapowiadają, że owszem pińcet to mogą wziuńć, ale na starych robić nie będą i dzieci dla Państwa nie urodzą. Mogą się pogździć co najwyżej i to bez pilnowania zbytniego, żeby szare komórki się nie zmęczyły, żeby mieć WYBÓR. Żeby zamordować, bo przecież nie po to się gżdżą żeby mieć dzieci tylko żeby nie mieć.
Rzeczywiście jest to piekło, które chcą dzieciom swoim zgotować kobiety.
Ależ przecież to nie tak.
To chodzi o to, żeby zabijać takie dzieci, które by i tak same umarły.
Że co?
To może wy się same zabijcie lepiej? Z taką logiką...
Jak można tak napluć Bogu w twarz? Jak można zapomnieć o tym, że sorry, ale boginiami to wy nie jesteście i to abstrahując od wyglądu. Jak już zapanujecie nad własną śmiercią to wróćmy do tematu. ok? A tymczasem jesteśmy tylko i aż ludźmi i mamy obowiązki ludzkie. Rodzić to jeden z nich. Albo nie rodzić. Tutaj jest całe spektrum wyborów. Przecież mamy tak wyedukowane społeczeństwo. Tyle filmów instruktażowych w Internecie i w telewizji. Chłop z chłopem, baba z babą, słońce wzejdzie na zachodzie a zajdzie na wschodzie ..... Ale przy pojawieniu się dziecka ta wolność się kończy. W ostatnich dniach staje duża armia ludzi w obronie kościołów. Śmieje się Pan Bóg z tego. Tak. On nie potrzebuje obrońców, ale te najsłabsze istoty owszem. Te, które modliszki chcą abortować. Tak. Wszystko co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych mnieście uczynili. Więc, rzeczywiście "ładnieście nas urządziły siostry" mamy piekło. Ludzkie dzieci duszone, rozrywane i wykorzystywane na kremy. Miliony składanych w ofierze diabłom. Ofiarowanych, by biec za mżonką słodkiego, miłego i lekkiego życia. Tak, to jest piekło, któreście kobiety urządziły tym dzieciom. Dokładamy do tego rękę. Nie reagując. Twórzmy więc armię, która zadba o te dzieci. Nie pozwoli ich zabić. Przygarnie i pokocha i ochrzci. Ażeby zwyciężyć to zezwierzęcenie tak jak przed laty nasz Pan. Wziąć swój krzyż. Poświęcić się. Ofiarować siebie. Naśladować naszego dowódcę i Pana i mistrza.
piątek, 28 grudnia 2018
Re-Akcja Katolicka
Rzadkie wpisy na blogu świadczą o dwóch przyczynach. Jedna z nich to chroniczny brak czasu na takie przyjemności jak pisanie "sobie a muzom", druga to funkcjonowanie w środowisku nie wymagającym ode mnie, osoby świeckiej, aktywności w "nauczaniu" przez internet. I jedna i druga przyczyna jest prawdziwa w moim przypadku. Dzięki Bogu, udając się na Niedzielną Mszę Świętą mogę po prostu wysłuchać katolickiego kazania a nie ciekawszych i mniej ciekawych wynurzeń niedouczonego kaznodziei na właśnie przychodzącą mu do głowy myśl. Jest to zarazem wspaniałe doświadczenie (stałości nauczania, braku nadużyć liturgicznych, bezkompromisowego oddania tego co należne Panu Bogu), które niestety utrzymuje człowieka w sferze komfortu i może powodować pewną bierność i apatię, zanik ducha walki, ospałość w sypaniu piasku w tryby rewolucji. Kim jesteś chrześcijaninie? W sytuacji katolickich społeczeństw z pewnością można było zapomnieć o celach przekraczających skromne możliwości ludzi świeckich, ale niestety żyjemy w czasie usypiającej wojny. Już nie torturami, lwami na arenach, krzyżowaniem ciała walczy z dziećmi światłości władca tego świata. Zapewne zdążył się zorientować po 2000 lat, że człowiek jest zdolny w obliczu śmierci i cierpienia do wielkich czynów i nieprzejednanych postaw, że zabijając męczenników jednocześnie sieje wyznawców Chrystusa. Żabę trzeba gotować powoli. Programować przez telewizję i internet, żeby "sprzedać" świat, w którym Boga nie widać, w którym człowiek jest w centrum a także jego (zmienne) afekty, (prymitywne) popędy, (zazwyczaj przesadzone) ambicje itd. Świat zsekularyzowany, żyjący jak gdyby Boga nie było. Zatem wydaje się, że to cywilizacja jest polem zainteresowania diabła. Kim jesteś chrześcijaninie? Co to jest cywilizacja chrześcijańska? Zgodne z prawdą było by twierdzenie, że cywilizacja jest zawsze chrześcijańska a brak chrześcijaństwa równa się barbarzyństwu. Co tworzy zatem cywilizację. Oczywiście nauka i kultura. I na tej ostatniej chciałbym się skupić, gdyż Święta Bożego Narodzenia są czasem ścierania się pomiędzy różnymi wizjami tego czym są Święta. Obowiązki stanu katolika świeckiego to m.in. przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg obdarzy. Sprawa przyjęcia - w kontekście rozpanoszonej cywilizacji śmierci i barbarzyństwa składania ofiar z nienarodzonych dzieci jest zasadnicza i fundamentalna. Kto ma inne zdanie na ten temat sam o sobie wystawia świadectwo i plami swe ręce krwią niewinnych. Bardziej złożona i subtelna pozostaje kwestia katolickiego wychowania, a nawet szerzej, obecności katolickiej kultury w życiu społecznym i rodzinnym. Pius XII naucza, że w poczet elity wchodzi się „nie tylko przez krew lub pochodzenie, ale przede wszystkim przez dzieła i poświęcenie, twórcze świadczenie usług wszystkim wspólnotom społecznym”. O tak. Wychowanie katolików ma zmierzać do tworzenia elity społeczeństwa. Głównym zaś zadaniem jest ukazywanie związku cywilizacji z Chrystusem i nie pozwalanie na jej wrogie przejęcie przez ten świat. Zadanie to niełatwe. Jak ukazać, że wszystkie zdobycze cywilizacji zawdzięczamy chrześcijaństwu? Rozwój architektury, malarstwa, muzyki jako bezpośrednio wynikające z Mszy świętej, z obecności przez wszystkie dni, aż do skończenia świata z nami samego Chrystusa ukrytego w hostii. Uhonorowanie jego obecności tworzyło sztukę, którą człowiek wyrażał cześć i oddawał hołd Trójjedynemu Bogu. Mówienie o sztuce bez znajomości i podkreślenia roli tego fundamentu, dla którego ona powstawała jest oczywistą uzurpacją a na pewno niedouczeniem. Również nauka, poprzez nauczanie filozofii, logiki, matematyki, mogła się bez przeszkód rozwijać począwszy od licznych katolickich uniwersytetów na szkołach parafialnych kończąc. Obyczaje i zasady moralne, które są dla nas oczywistością jak wspieranie najsłabszych (a nie ich eliminowanie ze społeczeństwa), poszanowanie dla kobiet, oparte na dekalogu zasady ładu społecznego - nie rób drugiemu co tobie nie miłe, czyń tak jakbyś chciał, aby i tobie czyniono to tylko kilka z nich - tego wszystkiego by nie było, gdyby nie było Bożego Narodzenia. Fenomenu cywilizacji, kultury, sztuki i nauki nie możemy wyjaśnić bez Wcielenia. Słowo stało się Ciałem i odtąd nic już nie było jakie jak przedtem. To fundament cywilizacji, ale też fundament wychowania i formowania katolików. Obowiązkiem każdego katolika świeckiego jest uczestnictwo w życiu kulturalnym, społecznym i politycznym oraz modelowanie tych sfer na modłę katolicką. To nasza akcja katolicka. A w naszych czasach raczej reakcja katolicka. Jak być antyrewolucjonistą, antykomunistą, antymarksistą i antysocjalistą? Wystarczy być prawdziwym katolikiem. Podejmujmy zatem naszą re-akcję katolicką, odbijajmy zagrabione, nazywajmy wyraźnie to co jest katolickie, bo znaczy to, że jest naprawdę wartościowe.
sobota, 21 maja 2016
Maksymalizm i adekwatność
W jakim celu Bóg stworzył człowieka? Bóg stworzył człowieka w tym celu, żeby człowiek poznał Boga, miłował Go i służył Mu, i tak po śmierci posiadłszy Boga przez uszczęśliwiające oglądanie Go twarzą w twarz, cieszył się Nim na wieki w niebie. W innym katechiźmie czytamy - Człowiek został stworzony po to, aby Pana Boga znał, czcił, kochał Go i służył Mu, a przez to osiągnął szczęście wieczne, czyli niebo. Co to znaczy więc czcić Pana Boga? Tu również w kilku miejscach w katechiźmie mamy pewne zalecenia. Jak choćby trzecie przykazanie, przez które Bóg nakazuje, abyśmy dni święte, to jest Jemu poświęcone, obracali na oddawanie czci Bogu z zaniechaniem zajęć i prac cielesnych. Co to znaczy oddawać cześć Bogu? Jak mamy to czynić? Jak uwielbiać Pana Boga? Jako katolicy rzymscy mamy w tej dziedzinie pewien porządek, z którym warto się zapoznać. "Modlitwa jest to pobożne wzniesienie duszy do Boga, żeby Mu oddawać cześć, dziękować za otrzymane dobrodziejstwa, prosić Go o odpuszczenie grzechów i o inne rzeczy potrzebne lub pożyteczne bądź dla nas samych, bądź też dla drugich. Są dwa rodzaje modlitwy: pierwsza jest modlitwa wewnętrzna, czyli myślą; polega ona na tym, że człowiek w myśli i w sercu rozmawia z Bogiem i rozważa prawdy wieczne, drugim rodzajem modlitwy jest modlitwa ustna czyli słowami; polega na tym, że człowiek wymawia słowa modlitwy z wewnętrzną uwagą i pobożnym sercem. Modlitwa zaś ustna jest dwojaka; prywatna i publiczna. Prywatną jest modlitwa wówczas, gdy
pojedyncza osoba lub rodzina modli się za siebie lub za drugich bez udziału sług Kościoła; publiczną zaś jest modlitwa wówczas, gdy się odbywa przez sługi Kościoła; modlitwa publiczna zwie się modlitwą liturgiczną, jeżeli jest umieszczona przez Kościół w jego księgach.
Pochylmy się zatem nad Ofiarą Mszy Świętej. Co to jest ofiara? Ofiara jest to dar widzialny, który składamy ku czci Boga przez zniszczenie lub przemianę, żeby
Go uznać najwyższym Panem, stworzycielem i ostatecznym celem naszym. To właśnie Msza święta jest prawdziwą i właściwą ofiarą Nowego Zakonu, bo Jezus Chrystus, zastąpiony przez kapłana, ofiaruje w niej Bogu w sposób bezkrwawy i tajemniczy swoje Ciało i Krew pod postaciami chleba i wina. Jezus Chrystus ustanowił tę cudowną ofiarę, żeby Kościołowi zostawić widzialną ofiarę, jak tego wymaga ludzka natura; Msza święta ma przedstawiać ową ofiarę krwawą, którą Jezus Chrystus miał złożyć raz na Krzyżu; przez Mszę świętą ma aż do końca świata trwać Jego pamiątka, zbawcza moc owej ofiary ma się nam poprzez Mszę świętą udzielać na odpuszczenie grzechów,
które popełniamy codziennie.
Ofiara Mszy św. odprawia się w następujących celach:
a. żeby Bogu oddać należną cześć i dlatego jest to ofiara latreutyczna, czyli
pochwalna;
b. żeby Bogu składać dzięki za Jego wielką chwałę i za wyświadczone nam
dobrodziejstwa, i dlatego jest to ofiara eucharystyczna, czyli dziękczynna;
c. żeby sobie uprosić łaski i dobrodziejstwa, a dlatego jest to ofiara błagalna;
d. żeby od Boga uzyskać pojednanie, to jest przebłagać Go za grzechy, popełniane
przez żyjących, i uprosić darowanie kar, na jakie oni zasłużyli, oraz wyprosić zmiłowanie
duszom w czyśćcu cierpiącym, i dlatego jest ona ofiarą przebłagalną.
Tyle mówi katechizm. Możemy więc podsumować, że oto Bóg człowieka stwarza, po to aby Go człowiek chwalił. Następnie poprzez dzieło odkupienia sam Bóg w Chrystusie ofiarowując siebie na krzyżu składa Bogu jako Bóg-Człowiek najdoskonalszą ofiarę i cześć. Aby zaś człowiek miał w tym najdoskonalszym akcie kultu udział, Nasz Pan Jezus Chrystus poleca "czynić" tę ofiarę, poleca składać ofiarę czystą na każdym miejscu od wschodu do zachodu słońca jak przepowiedział prorok Micheasz. Poprzez przeistoczenie spełnił swoją obietnicę "Oto ja jestem z wami, aż do skończenia świata". Mamy zatem dany przez Boga sposób - instrukcję prawdziwego kultu, oddawania Bogu czci w Duchu i Prawdzie poprzez Ofiarę Mszy Świętej. Przez wieki ta świadomość skłaniała ludzi do maksymalizmu i radosnego poświęcenia czasu, pieniędzy, sił i środków, aby Bogu nie uchybić niczym miernym, "organizując" wokół Ofiary Mszy Świętej całą Sztukę. Poprzez ciąg przyczynowo skutkowy uzasadnione byłoby stwierdzenie, iż gdyby nasz Pan Jezus Chrystus nie polecił "czynić" tej Ofiary na Jego pamiątkę, nie byłoby naszej zachodniej cywilizacji i sztuki. Wnioski? Oto Bóg jest godzien otrzymać od swego stworzenia wszystko co najlepsze, jest godzien naszego poświęcenia i zaangażowania w oddawanie mu chwały. Jest godzien, aby dla odprawiania tego chcianego przez Niego kultu budować strzeliste katedry, ozdabiać złotem ołtarze, pięknie śpiewać i grać na najświetniejszych instrumentach a także, aby królowie służyli do tej Jego Mszy w komeżkach jak mali chłopcy. Tego uczy nas historia i trzeba być ślepym, żeby tego nie widzieć przy takim nagromadzeniu faktów. Jasna Góra, Organy Oliwskie, Sąd Ostateczny w kaplicy Sykstyńskiej, król Jan III Sobieski służący do Mszy przed wiktorią wiedeńską. Pokolenia katolików, poświęcających swój czas, pieniądze (dotyczyło to najczęściej osób zamożnych), życie, aby uhonorować tego, który ich stworzył i w tak cudowny sposób odkupił. Warto o tym pomyśleć, szczególnie wtedy, gdy zaczynamy odmierzać Panu Bogu czas np. Mszy niedzielnej lub Nabożeństwa Majowego jako ten nam zabrany zamiast uznać, że bez Bożej Opatrzności nawet sekundy byśmy nie istnieli. Radosnego dawcę miłuje Bóg, ale nie traktujmy się jako łaskawi darczyńcy, lecz raczej słudzy niegodni, którzy uczynili tylko to co powinni i nic ponadto żeśmy nie uczyli. Zastanówmy się, czego tak szkodujemy Bogu. Naszego czasu (który dostaliśmy za darmo) Naszego głosu, żeby zaśpiewać Bogu pełnym gardłem (a jakże, nawet się wygłupić w oczach innych bo nie zawsze wyjdzie jak by się chciało). W dawaniu Bogu On sam zresztą stawia mądre granice, oświecając nasz rozum oraz dając obowiązki stanu. Więc jeżeli, ktoś ślubował, że po katolicu wychowa dzieci, ma przez to oczywiste, wynikające z obowiązków stanu, ograniczenia w przeciwieństwie do np. osób konsekrowanych, którzy właśnie Bogu ofiarowali wszystko. Historia i tradycja podpowiada nam w jaki sposób mądrze "angażować" się w życie katolickie, akcję katolicką, aby wszystko było na swoim miejscu. A Bóg był na miejscu pierwszym.
piątek, 24 maja 2013
Do pracy
Dzięki Bogu, ostatnie kilka miesięcy, to czas kiedy nastała długo oczekiwana normalność. Msza Święta w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego jest odprawiana w okolicy codziennie a w Niedzielę nawet kilka razy dziennie. Czas ten, to uczenie się na nowo uczestnictwa w Ofierze Mszy Świętej. Uczestnictwa jakże innego, niż to, do którego przyzwyczaja nas Msza Święta w zwyczajnej formie. Przed wiernym, który zdecyduje się na zwrócenie się w stronę Mszy Wszechczasów otwiera się ocean tajemnicy, misterium, do zgłębiania którego, życia nie wystarczy. Taki jest bowiem horyzont i w tej perspektywie należy spojrzeć na poznawanie Ofiary Mszy Świętej. Nie popadając zatem w jakąś gorączkowość warto jeszcze raz przyjrzeć się temu jak Kościół chce, aby wierny w Mszy Świętej uczestniczył. W rubrykach i dokumentach dot. rytu klasycznego (Rubricae Generales Missalis Romani, De musica sacra et sacra liturgia) jak i papieskich encyklikach ("Divini cultus sanctitatem", "Mediator Dei") zostały ukazane wyraźne wskazówki wypływające z rozwijanej od czasu św. Piusa X koncepcji odnowienia życia wiernych ich przez pełniejszy udział w Mszy Świętej. "De musica sacra et sacra liturgia": pkt. 29. Pierwszy sposób uczestniczenia wiernych we Mszy czytanej istnieje wtedy, gdy każdy uczestniczy na własną rękę, czy to wewnętrznie, śledząc pobożnie główne części Mszy, czy też zewnętrznie, według różnych przyjętych zwyczajów miejscowych. Godnymi pochwały w tym względzie są zwłaszcza ci, którzy mając w ręku mszalik dostosowany do ich poziomu, modlą się razem z kapłanem tymi samymi słowami Kościoła. Nie wszyscy są w równej mierze zdolni, by móc należycie zrozumieć obrzędy i teksty liturgiczne; poza tym nie wszyscy mają jednakowe potrzeby duchowe, a nawet u tych samych jednostek nie pozostają one bez zmiany. Tacy mogą korzystać z innego sposobu uczestniczenia, bardziej stosownego, lub łatwiejszego, mianowicie: "rozważając tajemnice Jezusa Chrystusa, lub też spełniając inne pobożne ćwiczenia i odmawiając pobożne modlitwy, które istotą swoją odpowiadają świętym obrzędom, chociaż różnią się od nich formą" [ Encyklika Mediator Dei: AAS 39 (1947) 560-561.]
„Rozważanie” jawi się, zatem, jako podstawowa aktywność podczas Mszy Świętej. Niestety dożyliśmy czasów, w których trzeba nieustannie przypominać o tym, że podczas Mszy Świętej powinniśmy się modlić wewnętrznie, a nie tylko deklamować i biernie słuchać. Język polski podczas liturgii zabija ten wewnętrzny tok modlitwy, o który o wiele łatwiej podczas Mszy łacińskiej. Pozorne nierozumienie literalne poszczególnych wyrazów pomaga w zgłębianiu wielkiej tajemnicy, o której one mówią. Martin Mosebach w swojej głośnej książce pyta: Na czym polegało „aktywne uczestnictwo” uczniów w Wieczerniku, gdy Chrystus umywał im stopy? Jakież było „aktywne uczestnictwo” Maryi i Jana, gdy stali u stóp Krzyża? Polegało ono na zapamiętywaniu, na zgodzie na to, co się dzieje, na wpatrywaniu się i na modlitwie. Wspominałem już kiedyś o nieporozumieniu, które wkradło się w tłumaczenie tekstów ostatniego Soboru, gdzie „participatio actuosa” zostało zamienione i przeinaczone na „participatio activa”. W liturgii kościoła nie chodzi więc o uczestnictwo „czynne”. Chodzi o uczestnictwo „uobecniające” i „aktualizujące” a także „pełne” (plena) i „społeczne” (communitatis). Problem czynnego uczestnictwa stał się na tyle poważny np. na polu muzyki, że wielu proboszczów w czasie tzw. aggiornamento rozwiązywało chóry parafialne, bo przecież teraz wszyscy powinni śpiewać wszystko. Co bardziej gorliwi chcieli babciom wyrwać różańce z rąk, żeby chociaż ….. no właśnie co ? nie modliły się? Efekt widzimy, aż nadto. Msze w nowym rycie są przegadane, brak momentów ciszy, całe pokolenie wiernych nie umie już modlić się wewnętrznie podczas Mszy Świętej. Jak zatem wierny powinien uczestniczyć w Mszy Świętej w klasycznym rycie? Przede wszystkim wewnętrznie tzn. rozmyślać, rozpamiętywać, medytować i kontemplować to, co właśnie dzieje się podczas Mszy Świętej. Podczas znanych pieśni łacińskich i polskich włączać się w śpiew. Podczas nie znanych utworów np. chorałowych czy chóralnych uznać pokornie to - pożyteczne dla naszych dusz - przedstawicielstwo chóru, który śpiewa w imieniu całego kościoła. Uczyć się słuchać tej muzyki, zachwycać jej pięknem i doskonałością, które odzwierciedlają piękno i doskonałość Boga. Pozwolić, aby wznosiła ona nasze serca, dusze, ku Bogu. Aby dopomóc w tym swojej duszy warto rozważać święte starożytne słowa antyfon mszalnych i graduałów dostępne w mszalikach. Niech przenika nasze serca bojaźń Boża i pełne czci uniesienie, gdyż słuchamy słów, które od ponad tysiąca lat śpiewane są w Kościele. To są te same słowa a nawet często te same starożytne melodie. Czyż to nie wspaniałe, móc wsłuchiwać się w śpiew, który uskrzydlał serca wielu pokoleń katolików ku Bogu. Również podczas utworów organowych – wnosić swą duszę do Boga !!! Nie myśleć o niebieskich migdałach !! Skupić się na Bogu i dziele odkupienia, które całe jest uobecniane na ołtarzu. I na Pięknie, poprzez które objawia się stworzeniom Bóg, który jest nie tylko Dobrem i Prawdą, ale również Pięknem. O Mszy Świętej w tej czcigodnej formie mówiono, że to najpiękniejsza rzecz po tej stronie nieba. A cytowany już Mosebach wspomina na kartach swej książki pytanie, jakie zadał mu proboszcz pewnej katedry, zdziwiony, dlaczego chce on koniecznie uczestniczyć w starej Mszy, gdy w katedrze odprawia się Msze z oprawą muzyczną zapewnianą przez orkiestrę. Nie byłem w stanie sprawić, by zrozumiał on, że nawet cicha Msza starego rytu, odprawiana w garażu, jest bardziej uroczysta aniżeli największy kościelny koncert z duchowymi ozdobnikami.
W aspekcie historycznym rozwój tzw. Ruchu Liturgicznego miał na celu właśnie polepszenie udziału wiernych w liturgii. W okresie międzywojennym w Polsce przejawiał się on licznymi spontanicznymi działaniami duszpasterskimi. Jednym z postulatów wpisujących się w ideę ruchu liturgicznego był wniosek polskich katechetów, aby każdej niedzieli sprawować mszę świętą z kazaniem przygotowanym specjalnie dla uczniów. Młodzież uczestniczyć w niej miała śledząc teksty mszalne w mszalikach. Pojawiły się też głosy dotyczące odmawiania modlitw. W niektórych wspólnotach Lwowa młodzież zachęcana była do wspólnego odmawiania razem z ministrantem modlitw: Confiteor, Kyrie, Gloria, Sanctus i Agnus Dei. Chrystusowcy wydali m. in. Mszalik obrazkowy, aby ułatwić dzieciom udział w liturgii mszy świętej. W roku 1932 Arcybiskup Wileński Romuald Jałbrzykowski listem pasterskim z dnia 6 stycznia zarządził zorganizowanie w całej Diecezji „Dnia liturgicznego” oraz „Dnia Śpiewu Religijnego” motywując to przedsięwzięcie następująco „Ukochani Diecezjanie, wśród Was jestem szósty rok. W bieżącym roku po raz wtóry zakończę, przy pomocy łaski Bożej, wizytację wszystkich kościołów w archidiecezji naszej. Ze swego skromnego doświadczenia śmiało to stwierdzić i zaznaczyć mogę, że w tych parafiach najwyżej stoi wśród ludu poziom religijny i moralny, najlepiej postawione organizacje akcji katolickiej, gdzie najwięcej rozwinięte życie liturgiczne, gdzie wszyscy parafianie uczestniczą w całem nabożeństwie kościelnym i w śpiewie religijnym.” Celem „Dnia Liturgicznego” było pokazanie wiernym publicznego nabożeństwa kościelnego w całej okazałości, na jaką można się zdobyć w miejscowych warunkach, oraz nauczenie wiernych czynnego uczestnictwa i skutecznego korzystania z tej modlitwy, natomiast Dzień Śpiewu Religijnego miał za zadanie wzbudzić zainteresowanie ogółu wiernych pieśniami kościelnymi oraz zachęcić ich do udziału w śpiewach kościelnych a przez nie w życiu liturgicznym.
Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński stwierdził (w 1949r.), że niemożliwe jest świadome uczestnictwo wiernych w celebracjach liturgicznych, bez uprzedniej pogłębionej formacji kapłanów. Zachęcał on także do korzystania z mszalików, dzięki którym wierni mogą modlić się, kontemplując teksty liturgiczne, wypowiadane w języku łacińskim. Kolejnym postulatem kard. Wyszyńskiego było zaangażowanie młodzieży w uczestnictwo w liturgii i wyznaczenie jej właściwej przestrzeni – zgromadzenie przy ołtarzu, wyjaśnienie tajemnic liturgii, medytacja tekstów, udział w śpiewie oraz odmawianie tak zwanej „ministrantury”.
Na koniec tych rozważań o udziale wiernych w Mszy Świętej w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego chciałbym podkreślić te nawyki, które należy wyrugować, a które wynikają z wielu lat uczestniczenia w Novus Ordo Missae.
Unikajmy spirytualizmu lub jak inni mówią angelizmu. Człowiek to dusza i ciało. To naprawdę bardzo ważne jakie gesty wykonuje nasze ciało i jakie postawy przyjmuje. Unikajmy też zbytniego formalizmu, czyli wykonywania bezmyślnego pewnych gestów. Chociaż w kontekście zaniku kindersztuby w społeczeństwie raczej nam to nie grozi. Toteż chwalmy Boga i duszą i też ciałem poprzez odpowiednie gesty i postawy.
Dbajmy o wewnętrzną modlitwę podczas Mszy Świętej. Niech to będzie prawdziwie również nasza ofiara duchowa złożona Bogu. W szczególności zadbajmy o modlitwę wewnętrzną podczas momentów silentium sacrum , ciszy, ale też wtedy, gdy mamy możliwość słuchania śpiewu chorałowego lub gry na organach.
To co znamy, co jest przeznaczone do śpiewania dla wszystkich - śpiewajmy głośno i z zaangażowaniem.
Aby to wszystko było możliwe należy przyzwyczaić się do noszenia mszalika lub książeczki do nabożeństwa na każdą Mszę Świętą.
Również opanowanie niektórych tekstów mszalnych na pamięć może przyczynić się do pełniejszego udziału podczas Mszy Świętej. A zatem, do pracy!!!
P.S. Jakby co to (jak wynika z cytowanego art. 29) odmawianie różańca podczas Mszy Świętej również jest dozwolone. W końcu to przecież modlitwa.
środa, 3 kwietnia 2013
Poabdykacyjne refleksje i co rozpoczyna Rok Wiary?
Żyjemy w ciekawych czasach. Zmiany, zmiany, zmiany. Czytając miesięczniki, ba , tygodniki okazuje się, że to o czym tam piszą jest już nieaktualne. A gdy już człowiek myśli, że coś wie, że mógłby skomentować otaczającą rzeczywistość, to okazuje się, że wiedza jego jest już nie aktualna. Od 11 lutego mamy tak bogaty ciąg wydarzeń w Kościele, że aż nie wiadomo co myśleć. Fakty wszyscy znamy. Mamy zatem obecnie „biskupa w bieli” na emeryturze. Mamy nowego papieża Franciszka i wyczekiwanie na Jego każdy gest, krok i słowo. Jaki będzie co mówi, co robi? Co to wszystko oznacza? Ale po kolei. Warto przez chwilę zastanowić się nad wymienionym sformułowaniem z objawienia Fatimskiego. „Biskup w bieli”. Sprzeczność w tym sformułowaniu była jakby nie zauważalna, no bo przecież w bieli jest papież. Jednak papież jest również biskupem Rzymu, więc właściwie mógłby nim być na przykład bł. Jan Paweł II czy obecny papież Franciszek. Gdy jednak zastanowić się głębiej, to „dosłownie” biskupa w bieli mamy dopiero teraz. Papież Benedykt XVI po abdykacji zachowuje swoje imię, jest odtąd nazywany „emerytowanym papieżem”, Jego Świątobliwością i nosi BIAŁĄ sutannę. A skoro dwóch papieży być nie może, to pomimo swojego tytułu grzecznościowego jako emerytowany papież jest przede wszystkim biskupem. Biskupem w Bieli. Nieoczekiwane ogłoszenie o abdykacji 11 lutego i burza z piorunami nad Bazyliką Świętego Piotra dopełnia dramaturgii obrazu. Z pewnością nie znamy wszystkich kulis tej dramatycznej decyzji, ale wspomnienie w oficjalnym oświadczeniu papieża o braku sił duchowych do pełnienia posługi powinno być otrzeźwiającym policzkiem dla każdego Katolika. Jak to? Jak mój papież, otoczony przecież tyloma pomocnikami, kardynałami, księżmi, siostrami (o gwardii szwajcarskiej nie wspominając) może nie mieć siły? Jak może nie mieć sił duchowych osoba, za którą modlą się wszyscy Katolicy na świecie, wszystkie zakony kontemplacyjne, każdy kapłan wymieniający podczas Mszy Świętej imię Papieża? Jak to jest możliwe nie mieć sił duchowych? To kto je powinien mieć, jeżeli nie w ten sposób „wspomagany” Wikariusz Chrystusa? Przyczyna może być właściwie jedna.
Zawiedliśmy Go.
Każdy.
Pomocnicy okazali się wilkami w owczej skórze.(świadczy o tym choćby afera z kamerdynerem papieża). Ci którzy powinni z uwagą obserwować każdy gest papieża i odczytywać znaki czasu zakryli swe oczy, żeby nie widzieć. Ci którzy powinni wsłuchiwać się w jego nauczanie, aby je przepowiadać dalej „olali to”. Kapitan, który opuszcza tonący okręt jest albo niespełna rozumu, albo jest tchórzem, albo … zostaje do tego zmuszony przez bunt załogi. Zostaje zmuszony przez załogę, która wypowiada swoje posłuszeństwo, która potrafi tylko dyskredytować i podkopywać autorytet swojego kapitana, a która nie wypełnia Jego rozkazów. W tej dramatycznej sytuacji kapitan woli się usunąć w cień, aby ochronić Statek. Chronić pasażerów.
Oczywiście najwięcej odpowiedzialności mają najbliżsi kapitana. Adiutanci, Kadra oficerska. W tym buncie uczestniczą jednak wszyscy na swoja miarę. Taki majtek jak ty czy ja również. Bo czy rzeczywiście uczyniłem wszystko, aby wypełniać rozkazy kapitana. Może się leniłem, wycierając zbyt niechlujnie mój kawałek pokładu. Przymykając oczy na rozkazy Kapitana. Przecież nikt nie zauważy, gdy się trochę brudu w życiu zostawi. Swoją niejednoznaczną postawą dawałem do zrozumienia przełożonym, że mogą przy mnie obgadywać Kapitana. Przyzwalałem na różne docinki, żarty i sam się z nich śmiałem. A jeżeli nawet nie, to czy rzeczywiście wykorzystaliśmy te osiem lat na ciężką pracę, aby Statek wrócił na właściwy kurs. Kapitan pokazywał, jak ma wyglądać stół w każdej kajucie, a kto go posłuchał? Czy złożyłeś petycję w tej sprawie, zebrałeś podpisy, kupiłeś Kajutowemu odpowiednie paramenty i wyposażenie kajuty, aby naśladować Kapitana? Który z Kajutowych przeczytał chociaż jedną książkę Kapitana? I tak dalej, i dalej. Wracając do rzeczywistości Kościoła można wymienić kilka (ukrytych przez media) faktów, znaków czasu i wyraźnych poleceń papieża Benedykta, które czekają wciąż na dopełnienie.
Komunia Święta na klęcząco, szczególnie teraz, gdy będą mówić, że uff to już minęło, zróbmy to!!!. Każdy!!! Każdy Świecki!!! Sposób przyjmowania Pana Jezusa w Komunii to odpowiedzialność każdego przyjmującego a nie odruch grupowy. Zrób to, bo co zrobisz gdy w twojej parafii zaczną rozdzielać Komunię na rękę? Czy też w odruchu stadnym będziesz bezcześcił Najświętszy Sakrament.
Kolejne polecenie Namiestnika Chrystusowego dotychczas nie zrealizowane – Zwróćmy się ku Panu. Krzyż na środku ołtarza i świece po bokach. Zróbmy to !!!. Zwróćmy się ku Panu!!! Nowy papież zwyczaj ten podtrzymuje!!!. Jeżeli twój proboszcz myślał, że to przejściowe, właśnie masz okazję uświadomić Go, że nie ma na co czekać. Zapytaj, czy może nie potrzebuje wsparcia finansowego na zakup paramentów liturgicznych na ołtarz, bo tak pusto i nie symetrycznie to wygląda. Właśnie teraz. Obudźmy się z letargu i działajmy. Jeżeli się nie udaje zacznij od siebie, od rodziny. Modlitwa rodzinna na klęcząco przed Krzyżem zawieszonym na ścianie w domu. Od dzisiaj możesz to wykonać, bez szczególnych inwestycji. Zacznij to robić. Jako ostatni punkt, raczej do zrealizowania w dłuższej perspektywie pozostaje postulat Benedykta XVI, aby w naszych kościołach odprawiana była Liturgia Rzymska w dwóch jej formach. Zwyczajnej i Nadzwyczajnej. Zapewne po to, aby poprzez ukazanie starożytnej formy odbanalizować współczesną liturgię. Jeśli masz zdolności muzyczne już ucz się chorału gregoriańskiego. W Internecie znajdziesz wszystko czego potrzebujesz. Jeżeli nie masz słuchu, ucz się tradycyjnej ministrantury, jeżeli się tobie nie przyda nauczysz swojego syna w przyszłości jednocześnie poznając to co Benedykt XVI chciał ponownie udostępnić każdemu kapłanowi i całemu Kościołowi.
W jednym z ostatnich wystąpień papież bez ogródek mówi o kryzysie w Kościele. Mówi o skutecznej i posiadającej duży zasięg przyczynie wielu pomówień, problemów i prawdziwych nieszczęść: zamykaniu seminariów, likwidowania klasztorów, banalizowania liturgii jaką był „Sobór Mediów”. Na koniec skonstatuje „Sobór wirtualny był silniejszy niż sobór realny. Ale prawdziwa siła Soboru była obecna i coraz bardziej się dokonuje, stając się prawdziwą siłą, która jest prawdziwą reformą, odnową Kościoła. Wydaje mi się, że 50 lat po Soborze widzimy, jak ten sobór wirtualny się załamuje, gubi i jawi się prawdziwy Sobór, z całą swoją siłą duchową. Naszym zadaniem, właśnie w obecnym Roku Wiary, poczynając od Roku Wiary, jest praca, aby realizowany był prawdziwy Sobór, ze swoją mocą Ducha Świętego, aby prawdziwie odnowił się Kościół.” Poczynając od Roku Wiary. A więc rozpocznijmy pracę nad przywróceniem Tradycji Katolickiej, aby w niej zrozumieć i stosować naukę Soboru. Do pracy. W tym kontekście rzeczywiście "karnawał się skończył" zabawa się skończyła.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
ZMARTWYCHWSTAŁ i JEST z nami aż do skończenia świata
Wspominamy wspaniały poranek Zmartwychwstania Chrystusa. Wyobrażamy sobie jak to Maria Magdalena widzi otwarty pusty grób. Cieszymy się z tego, że historia nie zakończyła się na Krzyżu, ale że Chrystus Pan ukazał swoje Bóstwo i Zwycięstwo nad śmiercią i grzechem. Radujemy się bo Jezus Żyje. Imaginujemy sobie, że gdy tylko się dobrze wczujemy to i do nas przyjdzie Pan Jezus „pomimo drzwi zamkniętych”. Więc cieszymy się, jeszcze bardziej sobie to wyobrażając i wspominając tę cudowną i niebywałą historię. Chciałbym jednak ten sielski obraz trochę rozmazać i wyrwać ze świątecznej egzaltacji bo mi tu coś nie do końca pasuje. Albo raczej za bardzo mi tu pachnie protestanckim indywidualizmem, subiektywizmem i modernistycznym „doświadczaniem Boga”, na które mam uczulenie. Wydaje się, że punkty ciężkości rozłożone są nie do końca w tych miejscach co powinny. Katolickie punkty ciężkości. Warto się więc w ten piękny dzień Zmartwychwstania zastanowić nad sprawami obiektywnymi i realnymi, a nie nad ciekawą skądinąd historią i wzniosłymi z pewnością uczuciami - przeżyciami.
Kluczowym tu będzie tradycyjne spojrzenie na kwestię obecności Chrystusa w historii i życiu Katolików w ciągu dziejów. Jeżeli przyjmiemy optykę Boską, który działa poza czasem i przyłożymy ją do naszej ludzkiej, która musi być niestety rozłożona w czasie układa nam się pewien zaskakujący obraz. Nakładają się Zarówno Wielki Czwartek, jak i Wielki Piątek, jak i poranek Zmartwychwstania. W wieczerniku Chrystus mówi o kawałku chleba – To JEST Ciało Moje za was wydane, o winie - To JEST Krew moja za was wylana. Chrystus raczej by nie kłamał. Ale nie mógł przecież trzymać w rękach kawałka swojego mięśnia sercowego jednocześnie wypowiadając te słowa. Nie mógł jednocześnie wydawać się i być wydawanym na śmierć. Aby zrozumieć zamysł Boski tych słów musimy nałożyć na siebie dwie klisze. Wydarzenia Wielkiego Czwartku i wydarzenia Wielkiego Piątku, kiedy to rzeczywiście dokonała się Ofiara. Jego Ciało i Jego Krew zostały złożone Bogu Wszechmogącemu w doskonałej Ofierze. Na ołtarzu Krzyża. Całkowicie realnie. Nastąpiła śmierć. Ciało i Krew zostały rozdzielone, ofiara uśmiercona i złożona w Ofierze. Co ma z tym wspólnego Zmartwychwstanie? Otóż ono uwiarygodnia słowa, które zostały powiedziane. Tak jak w księdze Rodzaju Bóg mówi NIECH SIĘ STANIE (NIECH JEST) i stało się, tak podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus, Bóg-Człowiek, Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej mówi o chlebie i winie: To JEST Ciało moje i Krew moja. I czyńcie to na moją pamiątkę. Po Zmartwychwstaniu Chrystus jeszcze doprecyzuje mówiąc: Oto JESTEM z wami aż do skończenia świata. Jak to JESTEM ? skoro wstępuje do nieba? Właśnie tak! JESTEM z wami realnie i prawdziwie ilekroć czynicie Ofiarę na moją pamiątkę. Ilekroć kapłan wypowiada słowa To JEST Ciało moje, To JEST Krew moja, Zmartwychwstały Chrystus JEST z nami, aż skończy się ten świat. JEST realnie i prawdziwie pod świętymi postaciami, które sam wybrał jako najodpowiedniejsze. Jako nadające się do spożycia dla człowieka. Ofiarowując oddzielnie Ciało i oddzielnie Krew kapłan uobecnia Ofiarę Kalwarii, uobecnia Wielki Piątek, moment kiedy to cała Krew wypłynęła z Ciała naszego Pana powodując Jego śmierć. To właśnie obrazuje oddzielne składanie w ofierze Ciała i Krwi. Chwilę potem jednak podczas Mszy Świętej następuje pewien mało zauważalny moment kiedy to kapłan odłamuje kawałek hostii i wpuszcza ją do kielicha, mówiąc: To połączenie i poświecenie Ciała i Krwi Pana naszego, Jezusa Chrystusa, niech się nam, którzy je przyjmujemy, przyczyni do żywota wiecznego. Amen. Następuje więc na powrót połączenie Ciała i Krwi. To właśnie jest nasz poranek Zmartwychwstania. Podczas każdej Mszy Świętej. Pokonawszy szatana i odkupiwszy ludzi z więzów grzechu śmiertelnego Chrystus powstaje z martwych i daje nam swą realną obecność poprzez „czynienie tego” co sam ustanowił. W ciągu tych kilkunastu minut Mszy Świętej uobecnia się cały Chrystus. Nie tylko jako Baranek ofiarny, ale również jako Zwycięski i Zmartwychwstały KYRIOS, Bóg – Człowiek, który zwycięża szatana oddając Bogu zamiast nas nieskończoną sprawiedliwość za nieskończoną obrazę Boskiego Majestatu uczynioną przez rodzaj ludzki. W komunii więc przyjmujemy całego Zmartwychwstałego Chrystusa. Kiedy Adorujemy go w Najświętszym Sakramencie adorujemy Zmartwychwstałego Chrystusa. Podczas procesji Rezurekcyjnej przypominamy całemu światu: Pan Zmartwychwstał i Jest z nami. Nie w sposób symboliczny i subiektywny. Nie dlatego, że "odczuwamy" jego obecność, ale dlatego, że JEST realnie bo sam tak zechciał, bo tak powiedział. Zechciał, aby Ofiara czysta składana była od wschodu do zachodu słońca. Od wschodu do zachodu słońca więc w każdej katolickiej świątyni obiektywnie JEST Zmartwychwstały Chrystus pod postaciami Chleba i Wina.
Kiedy w 1848 roku papież Pius IX uciekał w przebraniu z Rzymu do Piemontu powiedział do towarzyszących mu w powozie osób: Bądźcie spokojni – Bóg JEST z nami; mam ze sobą Najświętszy Sakrament. Tak właśnie myśleć powinien Katolik. Tak powinien odróżniać Sakramentalną i Obiektywną obecność Pana od wszelkich nawet pobożnych imaginacji i wyobrażeń Boga. Prawdę tę potwierdza całe nauczanie Kościoła, gdyż to „Sakramenty sprowadzają do duszy łaskę niezależnie od usposobienia lub ułomności udzielającego”. Czy więc JEST z nami Chrystus po wszystkie dni, aż do skończenia świata? JEST jak to sam ustanowił. JEST w Najświętszym Sakramencie. Przyjmuj Go, Adoruj Go, Bądź przy Nim. A co z naszym wyobrażonym Panem Bogiem? A jakże. Katolik powinien również się modlić. A więc i medytować i rozważać i kontemplować i… Wiele form modlitwy ma do dyspozycji Katolik, pamiętając jednak o ich właściwym miejscu. W przeciwieństwie więc do wszelkiej maści protestantów Katolik ma do dyspozycji SAKRAMENTY ŚWIĘTE, poprzez które obdarza go Bóg łaską uświęcającą. Dopiero w dalszej kolejności po Sakramentach (pewnych i obiektywnych) uznaje, że „są jeszcze dwa inne środki zbawienia, których skuteczność zależy od przymiotów osobistych osoby je stosującej: modlitwa i pełnienie dobrych uczynków. Modlitwa jest środkiem najpowszechniejszym, dostępnym zawsze dla wszystkich. Przez nią każdy otrzymać może od Boskiej Opatrzności dobra przyrodzone i nadprzyrodzone, w szczególności zaś łaskę owocnego przystępowania do Sakramentów.” Jeśli więc ktoś chce spotkać się ze Zmartwychwstałym Panem niech w pierwszej kolejności idzie na Mszę Świętą. To pewne i obiektywne. Niech Adoruje Najświętszy Sakrament. On JEST tu obecny i to pewne i obiektywne. Wszelkie zaś „doświadczanie” Zmartwychwstałego Pana podczas modlitwy (zależącej od przymiotów osobistych a więc i od ich braku) jedynie MOŻE BYĆ środkiem zbawienia. Wspominajmy więc wspaniały poranek Zmartwychwstania Chrystusa a nawet wyobrażajmy sobie jak to Maria Magdalena widzi otwarty pusty grób pamiętając jednak, że ten Zmartwychwstały Chrystus JEST z nami, katolikami, bo mamy Najświętszy Sakrament.
Subskrybuj:
Posty (Atom)