piątek, 14 maja 2010

Wolna Wola

Nasze czasy są eksplozją wolności.
Są czasami dążeń ludzkości całej i poszczególnych narodów i jednostek do wolności. Z tych słusznych dążeń wynikają zaś często zgubne w skutkach konsekwencje.
Wydaje się, że definiuje nas powiedzenie róbta co chceta.
"Wszystko mi wolno, lecz nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, lecz ja niczemu nie poddam się w niewolę."
Postawiliśmy na piedestale życia wolność człowieka do decydowania a mówienie o ograniczeniach wolności wynikających z naszej "kondycji ludzkiej" jest niepoprawne politycznie. Niestety zapominanie o nich można nazwać tylko głupotą.
Myśląc tylko o człowieku, prawo naturalne określa, że granicą naszej wolności jest wolność drugiego człowieka. Również grzech jest granicą korzystania z wolności gdyż jest poddaniem w niewolę.
Więc tak. Kochaj i rób co chcesz.
Wolność w odniesieniu do Boga to możliwość odrzucenia Go. Jak mówił Jan Paweł II w 1979 roku w Skoczowie.
"Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie.
Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie.
Ale - pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego "wolno"? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć "nie" temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?!
Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło."
Idąc dalej. Czy człowiek ma prawo kochać Boga. Nie człowiek ma obowiązek Boga kochać całym swoim sercem, duszą, umysłem. Z wdzięczności za wszystko co otrzymał od Niego. Za istnienie, gdyż Bóg może obrócić w pył wszystko co wydaje się nam trwałe na tym świecie.
Kolejnym zagadnieniem jest wolność religijna. Czy prawda ma tyle samo prawa co fałsz. Czy wierząc w jedyną religię Objawioną, krocząc jedyną drogą do Zbawienia możemy nic nie mówić, gdy widzimy wokół siebie tak wielu ludzi kroczących prostą drogą do piekła. Można wręcz powiedzieć jadących autostradą z maksymalną prędkością.
Czyż zbytnie tolerowanie błędnowierców nie jest wyrazem raczej naszego egoizmu niż miłości. TOLERANCJA.
No bo przecież wszyscy mają prawo do swoich wyborów i decyzji. Wszyscy mają prawo do pogrążaniu się w grzechu i bezsensie.
Tolerancja, jako grzech zaniechania głoszenia jedynej Dobrej Nowiny o Zbawieniu na tym świecie. Czyż nasza "otwarta" i "akceptująca" postawa nie jest, aby grzechem przeciwko miłości Boga i bliźniego. Grzechem znieczulicy duchowej.

Odpowiedź na te zasadnicze pytania są odpowiedzią dotyczącą także misji każdego z nas.
Naszego powołania.
Misji i powołania również każdego z nas jako Kościoła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz