niedziela, 26 września 2010

Pytania o Mszę naszych czasów cz.1

Od kilkudziesięciu lat cały Kościół katolicki odprawia zamiast Mszy Świętej Wszechczasów - Mszę naszych czasów. Novus Ordo Missae miało być odpowiedzią na konstytucję o Liturgii Świętej Soboru Watykańskiego II - miało być ukoronowaniem reformy liturgicznej zapoczątkowanej jeszcze za czasów Piusa X.
Ale czy rzeczywiście na podstawie codziennych (coniedzielnych) obserwacji można uznać, że tak się stało.
Świeckiemu nie wypada wygłaszać zbyt wielu mądrości - nawet teologowi, jednak wolno zadawać pytania. A ciśnie się ich cała masa więc - ja tylko pytam!!!
1. Dlaczego w kościele rzymsko-katolickim tzw. łacinnicy nie odprawiają żadnych modlitw w języku łacińskim?
Skoro w Sacrosanctum Concilium, mamy jedynie zezwolenie na użycie języków narodowych w liturgii. Skąd więc takie nieporozumienie? Czy nie za bardzo się zreformowaliśmy? Czy naprawdę język nie świadczy o tożsamości? A jeżeli świadczy, to czy wolno było i w imię czego było wolno go wyeliminować z naszych kościołów? Czy patrząc na puste kościoły zachodniej europy naprawdę należy wierzyć, że nastąpiło większe zrozumienie liturgii dzięki użyciu języków narodowych? Dlaczego nam świeckim odbiera się więc prawo obcowania z językiem, w którym modlili się nasi przodkowie, który był więzią łączącą Europę i całą zachodnią cywilizację i zarazem Kościół na całym świecie? Czy w zamian za "zrozumienie" nie otrzymaliśmy pewnej banalizacji i wulgaryzacji liturgii? Marne popisy oratorstwa celebransów w zamian za obcowanie z tajemnicą? Czyż nie powinniśmy w myśl hermeneutyki ciągłości, o której mówi obecny papież dokonać reformy reformy? Powrócić do źródeł, do naszej tożsamości - do naszej Tradycji? Czy żaden ksiądz nie odważy się aby na zwykłej niedzielnej mszy niektóre chociaż części wypowiadać po łacinie? Czy w myśl Summorum Pontificum świeccy nie mają prawa, aby chociaż jedna Msza w Niedzielę była odprawiana w rycie nadzwyczajnym, właśnie po łacinie? Czy chór lub schola lub organista nie może się nauczyć kilku części stałych gregoriańskich, aby kultywować nasze tradycje?
Ja tylko pytam!!!

2. Chorał gregoriański - wg KL jest śpiewem własnym liturgii rzymskiej. Ja jestem rzymskim katolikiem. Dlaczego tak rzadko słyszę w swoim kościele - rzymsko-katolickim (zresztą) chorał gregoriański? Skoro ma on pierwsze miejsce pośród innych rodzajów śpiewów, czy nauczenie kilku części stałych i jednego Credo jest poza zasięgiem naszych organistów, schól, księży, wiernych? Czy zamiast silić się na nieudolne często śpiewanie w wielogłosie utworów przypominających muzykę cerkiewną nasze chóry i schole nie powinny zaczynać od muzyki, która nas dookreśla? Od chorału? Kto będzie śpiewał chorał skoro nasze chóry zaczną śpiewać muzykę cerkiewną? Na pewno nie chóry cerkiewne. Jak mamy nawiązać łączność z naszą tradycją skoro zostały wyrugowane z kościoła rzeczy ją najbardziej określające?
Ja tylko pytam!!!

3. Ad orientem - versus Dei. Już zapomnieliśmy, że podczas Mszy Świętej składamy ofiarę i to nie sobie nawzajem ale Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Dlaczego w naszych parafiach z takim oporem naśladujemy Ojca Świętego Benedykta XVI? Czy ustawienie krucyfiksu na ołtarzach oraz tradycyjnie świec jak to wygląda podczas celebracji w bazylice św. Piotra jest tak dużym problemem? Czy nie są to dla nas znaki czasu, które powinniśmy odczytywać i na nie odpowiadać? Czy w zabytkowych kościołach które mają piękne ołtarze ustawione przy ścianie naprawdę powinniśmy odprawiać na dostawionym w prezbiterium drugim stole? Czy gdyby decydowali o tym konserwatorzy zabytków nie nakazaliby usunąć tych niepotrzebnych mebli z zabytkowych wnętrz? Czy skoro naszym pradziadom nic nie przeszkadzało w takiej celebracji to znaczy, że się mylili? Czy naprawdę się od nich w czymś różnimy przed Bogiem? Jak spełniamy starożytną zasadę by składać ofiarę kierując się ku Wschodowi, Ad orientem - ku Wschodzącemu Słońcu - symbolowi Chrystusa, bądź w stronę Tabernakulum albo przynajmniej w stronę krucyfiksu? Wielu świeckim naprawdę by to nie przeszkadzało, a czyż nie koncentrowałoby nas wszystkich bardziej na Bogu niż na osobie celebransa? Czy naprawdę musi to wyglądać jak teatr jednego aktora, na którego wszyscy muszą patrzeć? Czy rzeczywiście o to chodziło Ojcom soborowym?
Ja tylko pytam!!!
4. Kanon
Czy na wykładach z liturgiki w seminariach można przeprowadzić testy - zmierzyć w sekundach czas odmawiania różnych modlitw eucharystycznych? Może zrobić jakieś zawody w szybkości odmawiania kanonu? Czy naprawdę najistotniejszym argumentem za wyborem kanonu jest czas jego odmawiania? Czy odmawianie kanonu drugiego jest obowiązkowe? Czy kanon, który był odmawiany w prawie niezmienionej formie od IV wieku nie powinien być najbardziej uroczystym - niedzielnym? Czy nie budujemy bardziej swojej tożsamości wsłuchując się w te najstarsze modlitwy kościoła? Czy naprawdę podzielamy modernistyczny pogląd o człowieku współczesnym, który jest szczególnie - i inaczej niż w ciągu dziejów traktowany przez Boga? Cóż za pycha? Czyż nie czeka nas to samo co ich - śmierć, sąd, niebo (czyściec) albo piekło? Czyż Bóg nie jest godzien twoich kilku minut więcej? Czy wybieranie krótszej modlitwy zamiast bardziej uroczystej w Niedzielę nie jest jakimś skandalem? Obrazą Boga? Czyż świecki nie ma prawa słyszeć modlitwy, która na Niedzielę jest najwłaściwsza?
Ja tylko pytam!!!
5. Komunia idąc. Czy przyjęcie najświętszego sakramentu, Chrystusa, musi być aż tak banalizowane? Czy nie obcujemy z jakąś niewysłowiona tajemnicą? Czyż nie należy się Bogu szacunek i miłość? Do czego ma służyć i komu takie zdesakralizowanie najświętszego sakramentu? Czyż nie powinno być naszym ludzkim odruchem widząc to zniżanie Boga do nas niegodnych jeszcze większa miłość i cześć, szacunek i pokora, bojaźń boża? Dlaczego więc wygląda to jak mc drive? Ludzie zgrupowani w kolejkę idą - przyjmują - idą dalej - siadają - przeżuwają? Przecież podobno to uczta Pańska? Czy Pan Jezus na Ostatniej Wieczerzy też kazał apostołom chodzić? A może "łamał i podał"? Czy będący alter Christus - celebrans nie powinien  udzielać komunii klęczącemu wiernemu, korzącemu się przed Majestatem Boga? Boga, który przychodzi z miłością i uzdrowieniem duszy do niegodnego człowieka? Dlaczego wyrzuciliśmy z kościołów balaski z białymi obrusami? Te stoły, przy których wierni mogli się posilać? Czy naprawdę symbol pielgrzymującego ludu Bożego, który ma urzeczywistniać "kolejka" był tego wart, aby zniszczyć tradycje wypróbowane i sprawdzone od wieków? Czyż nie dostaliśmy w depozyt daru, który tylko mamy bezbłędnie przekazywać dalej? Czy Msza jest naszą własnością? Czy jednak została nam dana? Jak mówił Ojciec Święty Benedykt XVI, w dziejach liturgii nigdy nie było zerwania. A to co dotrwało do Soboru funkcjonowało z niewielkimi zmianami od pierwszych wieków chrześcijaństwa. Więc po co to zmieniać?
Ja tylko pytam!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz