Żyjemy w ciekawych czasach. W wielu publikacjach, opiniach, kazaniach itd. wypowiadanych przez publicystów katolickich i hierarchię Kościoła Katolickiego można zaobserwować pewną nerwowość, oburzenie a często bardziej zdziwienie. Oto na skutek działań pewnej partii głoszącej bynajmniej nie nowe acz ciągle modne modernistyczne hasła, obserwujemy przebudzenie katolików w naszym kraju. Przebudzeni, niejako wyrwani ze snu i zdziwieni są hierarchowie, bo oto jednak ten świat traktuje katolików jak intruzów. Pomimo ciągłego uwspółcześniania Kościoła, otwarcia na świat, przyjaznej (ekumenicznej) postawy, poprawności politycznej, przepraszania za grzechy naszych przodków (które często nie były grzechami) okazuje się, że jednak takie umizgi do świata na nic się zdają. Okazuje się, że potężne są siły (a przynajmniej głośne), które chcą unicestwić Kościół tak jak kiedyś chciały unicestwić Chrystusa.
To zdziwienie zamiast odstraszać przeciwników Kościoła obnaża głupotę i grzech jego członków. Bo czyż nie dostaliśmy szczegółowych instrukcji, aby nie miłować świata ani tego co jest na świecie. „Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca; ponieważ wszystko, co jest na świecie, jest pożądliwością ciała i pożądliwością oczu i pychą żywota, która nie jest z Ojca, ale jest ze świata. A świat przemija i pożądliwość jego. Kto zaś czyni wolę Bożą, trwa na wieki. Synaczkowie, nadeszła ostateczna godzina; a jak słyszeliście, że antychryst idzie i teraz nastało wielu antychrystów; stąd wiemy, że nadeszła ostateczna godzina. Spośród nas wyszli, ale nie byli z nas; bo gdyby spośród nas byli, byliby w każdym razie pozostali z nami; ale żeby się okazało, że nie wszyscy są spośród nas. Lecz wy macie namaszczenie od Świętego i wiecie wszystko.”
Otóż to. Zamiast walczyć ze światem a nawet odciąć się od świata próbujemy się z nim układać. Zamiast wziąć swój Krzyż i iść za Chrystusem, zamiast głosić tryumf Jego i tryumf Jego Jedynego Kościoła nad światem, zamiast atakować - nawracać do tego Kościoła, lub zamiast nawet okopać się i pozostać wiernymi jedynej prawdzie katolickiej pozwalamy na rozwadnianie tej prawdy przez źle pojęty ekumenizm, synkretyzm, walkę o pokój na świecie zamiast walkę o zbawienie dusz, skupienie na walce z głodem zamiast na walce z błędem itd. A przecież: bojowaniem jest żywot człowieczy. A także: sługa nie będzie większy niż Pan jego. A my zdezerterowaliśmy i jesteśmy zdziwieni, że przeciwnik nas nadal chce zabić. Siedzimy cicho, a i tak się nas czepiają „…mówią wszystko złe na nas”.
Skoro przemija ten ziemski padół czyż nie winniśmy zabiegać o ojczyznę w niebie. O tę rzeczywistość, która pomimo pozorów jest bardziej realna niż ziemskie ułudy. O wizję uszczęśliwiającą Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Czyż nie powinniśmy kontemplować tej rzeczywistości życia Trójcy Świętej obdarowującej się nawzajem miłością, która nie mogła się nie rozprzestrzeniać i „musiała” stworzyć świat. Miłością, która dla uszanowania wolnej woli pyłu człowieczego pozwoliła się zabić zamiast tego pyłu, by dopuścić go do udziału w tej miłości.
Zdziwienie i oburzenie, o którym mówię obnaża tę nieuzasadnioną antropocentryczność, ukazuje, że błędem lub zbyt daleko idącą przenośnią poetycką było obranie Człowieka drogą Kościoła zamiast pilnowanie prawdy, że Kościół jest drogą Człowieka. A więc co robić? Jak się do tego odnieść? Jak już wspomniałem – instrukcję dostaliśmy na samym początku istnienia Kościoła: Okazujmy się sługami Boga przez wszystko. „przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach, więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i w postach, przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność, przez [objawy] Ducha Świętego i miłość nieobłudną, przez głoszenie prawdy i moc Bożą, przez oręż sprawiedliwości zaczepny i obronny, wśród czci i pohańbienia, przez dobrą sławę i zniesławienie. Uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni, niby nieznani, a przecież dobrze znani, niby umierający, a oto żyjemy, jakby karceni, lecz nie uśmiercani, jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz