piątek, 13 stycznia 2012

Kilka Mitów

Kiedy myślę o wypowiedziach naszych hierarchów i kapłanów (także wiernych) na temat owoców reformy liturgii nie mogę się oprzeć wrażeniu, że żyjemy w jakiejś sferze mitów. Otóż istnieją pewne sformułowania, słowa klucze, które tłumaczą nam rzeczywistość w tak „doskonały” sposób, że przestajemy używać rozumu, aby ją realnie przeanalizować. Takim pojęciem, które weszło do katolickiego słownika jest „czynny udział” wiernych podczas liturgii. To słowo klucz do zrozumienia reformy liturgii. Konstytucja o Liturgii Świętej ostatniego Soboru mówi w punkcie 21 „to odnowienie (liturgii) ma polegać na takim układzie tekstów i obrzędów, aby one jaśniej wyrażały święte tajemnice, których są znakiem, i aby lud chrześcijański, o ile to możliwe, łatwo mógł je zrozumieć i uczestniczyć w nich w sposób pełny, czynny i społeczny.” Jeżeli pobieżnie przeanalizujemy powyższy fragment wydaje się wszystko zgadzać. Co prawda, ktoś kto dotychczas opierał swoje poglądy tylko na sloganach zauważy, że słowo czynny nie jest w tekście ani najważniejsze ani pierwsze (jeżeli będzie spostrzegawczy).
W tekście łacińskim (który to jak wiadomo jest obowiązującym językiem dokumentów kościelnych) powyższy fragment brzmi tak: „Qua quidem instauratione, textus et ritus ita ordinari oportet, ut sancta, quae significant, clarius exprimant, eaque populus christianus, in quantum fieri potest, facile percipere atque plena, actuosa et communitatis propria celebratione participare possit.” I tu dla wnikliwych entuzjastów reform pojawia się problem, bo niestety nie znajdujemy w tekście kluczowego słowa „czynny”. Nie ma więc mowy o „participatio activa” – czyli wyłącznie czynnym i zewnętrznym udziale a jest „participatio actuosa”.
„Actuosa” to słowo bardzo pojemne znaczeniowo i niestety nie dające się w prosty sposób przetłumaczyć w wielu językach. Należałoby je rozumieć jako uczestnictwo urzeczywistniające, uobecniające i aktualizujące, a więc nie "czynne". Oprócz tego ten udział jak czytamy miałby być pełny (plena) oraz społeczny (communitatis). Podsumowując chodziłoby o udział pełny, wewnętrzny, uczestnictwo urzeczywistniające, uobecniające, aktualizujące i społeczne.
Spełnienie tego postulatu wydaje się nie możliwe bez zrozumienia i elementarnej wiedzy. Dokument jednak bynajmniej tego elementu nie przecenia. Owszem KL 21 mówi o odnowieniu tekstów i obrzędów, aby lud chrześcijański o ile to możliwe łatwo mógł je zrozumieć, jednak wprowadzenie zwrotu „o ile to możliwe” w znacznym stopniu relatywizuje tę „konieczność”. W odniesieniu o "rozumienia" przez wiernych (kolejnego słowa klucza) niestety również mamy do czynienia ogólnie panującym mitem. W zastosowaniu duszpasterskim ta "łatwa zrozumiałość" niestety bywa raczej przepustką do łatwizny w przygotowywaniu wiernych do udziału w liturgii, a ściślej do braku takowego przygotowania. Aby dogłębnie zrozumieć to sformułowanie warto zadać sobie też pytanie – co tak naprawdę należy rozumieć? co wierny jest w stanie zrozumieć? (biorąc pod uwagę odsetek osób np. czytających ze zrozumieniem) Kto ma rozumieć? Kim jest ten nasz „lud”? Kim jest „wierny”? Niestety badania statystyczne pokazujące poziom akceptacji i znajomości doktryny katolickiej są przerażające. No może to za duże słowo – ale z pewnością uzmysłowienie tego poziomu wiedzy religijnej sprowadziło by wiele kazań do właściwego poziomu - czyli prawd podstawowych. W tym zalewie wodolejstwa (np. w mediach) Kościół powinien wyróżniać się głosząc tylko Chrystusa - podstawowe prawdy wiary. Jak w starych Katechizmach – pytanie i odpowiedź. Podobnie wprowadzenie do Liturgii – Dlaczego Msza Święta jest Ofiarą? itd. Aby coś łatwo zrozumieć wierny potrzebuje prostego wytłumaczenia, prowadzenia a nie zbanalizowania i strywializowania liturgii, które odziera ją z sacrum. I tu zadać sobie można pytanie: kiedy ostatni raz słyszałem coś o samej liturgii czy teologii Mszy Świętej na kazaniu. Hmm...
Mamy więc nasze dwa słowa klucze: czynny udział i zrozumienie, które wyznaczają granice zainteresowania liturgią. Te granice koncentrują nas jednak nie po katolicku raczej na zgromadzeniu i człowieku a nie na Bogu. A przecież my tylko dołączamy do Ofiary składanej przez samego Chrystusa na krzyżu. Przychodzimy jakby na Kalwarię, aby zastygnąć i zadrżeć widząc oczyma wiary naszego Pana i Boga, umierającego za nasze grzechy dla naszego zbawienia. To właśnie uobecnienie Ofiary Krzyża jest naszym prawdziwym kluczem, wymykającym się pojęciu zrozumienia, przy którym aktywność lub jej brak jest czymś wtórnym.
Powierzchowne podejście wielu do aspektu rozumienia liturgii skutkuje brakiem zrozumienia tajemnicy Mszy Świętej. W uproszczeniu - skoro wszystko jest po polsku – jest rozumiane. A np. wprowadzenie łaciny – to przecież nierozumienie. Czy literalne rozumienie wypowiadanych w języku polskim słów konsekracji samo z siebie powoduje zrozumienie tajemnicy transsubstancjacji?
Te uproszczenia powodują wyzucie liturgii z katolickości. Dwa elementy konstytutywne dla liturgii – język łaciński i chorał gregoriański zostały wyrugowane pod sztandarem walki o czynny udział wiernych i zrozumiałość Mszy Świętej. Hasło „czynny udział” spowodowało, że wykonywanie muzyki ze skarbca dawnej muzyki sakralnej jest odbierane dziś jako koncert i wyłączenie ludu z ich aktywności. Tymczasem o aktywności uczestników liturgii mówi Konstytucja w innym miejscu: KL 28. „W odprawianiu liturgii każdy spełniający swą funkcję, czy to duchowny, czy świecki, powinien czynić tylko to i wszystko to, co należy do niego z natury rzeczy i na mocy przepisów liturgicznych.”
Czyli, że co? A więc nie wszyscy robią wszystko?
Umiejętność słuchania muzyki instrumentalnej organowej, chóralnej – polifonicznej czy gregoriańskiej jest podstawową umiejętnością dla uczestniczącego we Mszy Świętej wiernego. Chodzi tu oczywiście nie o zwykły zachwyt estetyczny, ale wzniesienie swej duszy do Boga i tak naprawdę zachwyt Bogiem, oddanie Mu chwały i oddanie Mu siebie samego – chodzi o modlitwę.
Dzisiejsza przegadana liturgia przyzwyczaiła nas wszystkich do tylko zewnętrznej aktywności. Ciekawym eksperymentem, ukazującym życie modlitewne w trakcie Mszy Świętej może być wprowadzenie (bez uprzedzenia) silentium sacrum – chwil modlitewnej ciszy podczas Mszy Świętej. Większość wiernych zamiast się modlić będzie się zastanawiać - czy aby ksiądz nie zasłabł? Ze zdziwieniem wyglądając z ławek – co tu się dzieje? Nikt nic nie mówi? Nie trzeba dialogować? Aha, no to czekamy, aż ksiądz skończy, widocznie musi się pomodlić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz