wtorek, 24 kwietnia 2012
1/2 Prawdy
Chciałoby się rzec piłatowe – Cóż to jest prawda?
I dumać...
Ale jest ktoś kto powiedział o sobie Ja jestem Prawdą.
Nasz Pan Jezus Chrystus, Syn Boży, druga Osoba Trójcy Przenajświętszej wypowiedział te słowa, a prawdę powierzył jako depozyt swojemu Ciału Mistycznemu – Kościołowi. Tenże Kościół ma zobowiązanie, aby nauczać poprzez swoich pasterzy prawdy katolickiej – prawdy jedynej poprzez wieki wszystkie narody.
W dzisiejszą niedzielę – Niedzielę Dobrego Pasterza modlę się za wszystkich kapłanów, aby tę prawdę katolicką potrafili zrozumieć, zgłębić i wyrazić. By potrafili ją głosić.
Niestety od jakiegoś czasu mam wrażenie, że podczas kazań słyszę pół prawdy. Dosłownie 1/2. A słyszę mniej więcej tyle:
Bóg ukochał każdego człowieka i chce naszego szczęścia. Bóg chce obdarzyć cię swoją miłością. Jezus Chrystus Zmartwychwstał po to, abyśmy się radowali. To w nim możemy odnaleźć autentyczną radość, bo chrześcijaństwo to religia radości miłości i pokoju. Zmartwychwstały Chrystus przynosi pokój, przebaczenie grzechów. Poprzez przyjście na świat Wszechmogący Bóg zniżył się do człowieka. Jednakże wszechmogący Bóg nie chce nikogo do niczego przymuszać, On cierpliwie czeka, aż człowiek odpowie mu miłością na Jego miłość. On daje wolność. Czy zechcesz odpowiedzieć Mu miłością. Przyjmij Go do swojego serca, aby On mógł obdarzyć Cię szczęściem, życiem w obfitości, radością miłością i pokojem. Amen.
Mniej więcej tyle.
Reakcja parafian – standardowa – czyli brak reakcji, nikt niczego nie każe, nikt niczego nie musi. Jest super.
No bo przecież to Dobra Nowina a Dobra Nowina musi być dobra.
No bo przecież trudno zaprzeczyć choćby jednemu zdaniu z wyżej wypowiedzianych.
Każde ono jest prawdziwe. Każde ono jest też prawdą.
Wsłuchajmy się jednak w słowa naszego Mistrza – który jak się wydaje ma „prawa autorskie” do Dobrej Nowiny.
Na przykładzie dwóch zdań Chrystusowych powiedzianych po Zmartwychwstaniu chciałbym zwrócić uwagę na tę „drugą część” Dobrej Nowiny. Na tę część zapomnianą - wykasowaną.
Pan Jezus powiedział. „Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,22-23)
Nawet niewprawny interpretator Pisma Świętego dostrzeże pewnego rodzaju symetrię określającą misję Kościoła w ciągu wieków. Co znaczy pierwsza część zdania wiem aż nadto z kazań w stylu zacytowanym powyżej. Ale co znaczy – „którym zatrzymacie grzechy”. Czy w ogóle jest to możliwe? Przecież Bóg „jest od tego” aby odpuszczać grzechy a nie się mścić!!! To jakieś średniowieczne wizje Pana Boga. W naszych czasach człowiek nie potrzebuje straszenia. Powinien być pociągnięty przez miłość a nie strach. Przecież Bóg jest Dobry... itd. Po co się przejmować jakimś zatrzymywaniem grzechów.
I drugie zdanie „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16, 15-16).
To zdanie również wyraża tę dualność naszego świata. Ale już słyszę ten chór zbulwersowanych – Jak to potępiony? No chyba nie mówimy tu o czymś takim jak piekło? To oczywiście jakaś przenośnia. Przecież Bóg tak ukochał człowieka że aż wydał na śmierć Swego Syna, aby go uratować. Nie mówimy chyba o średniowiecznych przesądach i szatanie!!!
Otóż to. Mysterium Iniquitatis. Tajemnica nieprawości ludzkiego serca.
Z niedzielnych kazań, które słyszę w kościele katolickim wykasowano to, że wskutek grzechu pierworodnego rozum nasz jest w stosunku do wartości etycznych przyćmiony, a siła woli osłabiona, więc łatwo ulegamy jakiejś pożądliwości lub irytacji. Jak powiedział św. Paweł „Widzę inny zakon w członkach moich, sprzeciwiający się zakonowi umysłu mojego” Rz 7,23)
Inne podstawowe (wykasowane) prawdy katechizmowe mówią o rzeczach ostatecznych także bardzo dosadnie i dokładnie:
„Przez siódmy artykuł Składu Apostolskiego: Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych, wierzymy, że Jezus Chrystus na końcu świata przyjdzie z nieba z Aniołami swoimi, aby sądzić wszystkich ludzi, zarówno tych, których dzień sądu zastanie jeszcze przy życiu, jako też tych, którzy przedtem poumierali, „a wówczas odda każdemu według uczynków jego” (…) Na sądzie powszechnym na wybranych zapadnie wyrok: „Pójdźcie błogosławieni Ojca mego, posiądźcie królestwo, zgotowane wam od założenia świata”; na potępionych zaś wyrok będzie taki: „Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, który zgotowany jest diabłu i aniołom jego”. Czy oprócz sądu powszechnego na końcu świata będzie jeszcze inny sąd? Oprócz sądu powszechnego na końcu świata zaraz po śmierci dla każdego z nas będzie jeszcze sąd szczegółowy. W jakim celu Bóg po sądzie szczegółowym chciał mieć jeszcze sąd powszechny? Po sądzie szczegółowym Bóg chciał mieć jeszcze sąd powszechny dla chwały swojej, Chrystusa i wybranych, dla zawstydzenia odrzuconych, i aby człowiek na duszy i na ciele wobec wszystkich usłyszał wyrok nagrody albo kary. Dlaczego władza sądzenia ludzkości oddana jest Jezusowi Chrystusowi? Chociaż władza sądzenia ludzkości jest wspólna wszystkim Osobom Trójcy Przenajświętszej, jednak dla szczególnego powodu oddana jest Jezusowi Chrystusowi, jako Bogu i Człowiekowi,
gdyż jest On „Królem królów i Panem panów”, a do władz królewskich należy władza sędziowska, która obejmuje także to, żeby każdy wedle zasług otrzymał albo nagrodę albo karę.” Tyle cytatu z katechizmu kard. Gasparriego
Tych wykasowanych prawd jest o wiele więcej. Kto słyszał ostatnio w kościele o Zasłudze? Nagrodzie? Możliwości bycia potępionym? Karze wiecznego oddzielenia od Boga i mąk piekielnych. O piekle? O walce duchowej? O szatanie?
Czy poznawanie tych podstawowych prawd wiary katolickiej w nie otrzeźwiłoby w większym stopniu nasze żyjące w iluzji szczęścia społeczeństwo. Naszych wiernych.
Niestety pasterze głosząc tylko „pozytywne” aspekty Ewangelii popełniają podstawowy błąd marketingowy. Aby wzbudzić w „klientach” chęć „zakupu” nie mogę cały czas zachwalać produktu. Jesteśmy zmęczeni tym natarczywym zachwalaniem, zalecaniem się pasterzy – sprzedawców. Naśladowaniem świata pod pozorem lepszego do niego dotarcia. Jesteśmy znudzeni tą sentymentalną uczuciowością, tą radością , pokojem. Innymi słowy – pustosłowiem. Bo jakież znaczenie mają dla przeciętnego wiernego te ogólniki. Co to znaczy radować się radością chrześcijańską np. w pracy? Czyż Bóg nam obiecał kiedykolwiek pełnię radości na ziemi? Po co by było w takim razie niebo? Warto pamiętać o pewnej zasadzie marketingowej (którą stosował często Pan Jezus) – o zasadzie ograniczonej dostępności. Jeżeli coś jest dla wszystkich – to jest dla nikogo. Jeżeli bez trudu osiągalne – nie pociąga. Jeżeli bez ograniczeń czasowych – podejmę decyzję kiedyś w przyszłości. Czyli nigdy. To rzeczywiście problem. Bo nie mówimy o rzeczach, lecz o zbawieniu a życie człowieka może skończyć się w najmniej spodziewanym momencie.
Po co Bóg stworzył człowieka? - Uczynił to w tym celu, żeby człowiek poznał Boga, miłował Go i służył Mu, i tak po śmierci posiadłszy Boga przez uszczęśliwiające oglądanie Go twarzą w twarz, cieszył się Nim na wieki w niebie."
Słyszymy jednak częściej - to zachłyśnięcie się nowinką (50 lat to tylko kropla w historii Kościoła) – „Bóg chciał człowieka dla jego samego”. Widzimy czasem takiego "ważnego" parafianina, który się rozsiądzie, nogę na nogę założy, nie uklęknie. Jakiż to człowiek jest chciany, ważny, wywyższony przez Boga....
Wykasowano zaś mówienie o obowiązkach człowieczych słyszymy tylko prawach człowieka. A gdzie są Prawa Boga?
Czyż wiara w Boga i służenie Mu nie jest podstawowym obowiązkiem każdego człowieka. Obowiązkiem wynikającym z natury człowieka i natury Boga.
Żyjemy więc w iluzji dobrotliwego Boga, który wszystko odpuszcza dopóki zdziwieni nie staniemy po śmierci na sądzie przed Sędzią Sprawiedliwym, który za dobre wynagradza a za złe każe. Sędzią? Przecież to takie prostackie. Chór teologów podniósł by argumenty, że np. przy spowiedzi o wiele bardziej pożądany i właściwy jest żal doskonały czyli wzbudzony z miłości do Boga, gdy stworzenie nie żałuje za popełnione zło ze względu na strach przed piekłem, ale jedynie z motywu obrażonej miłości Ojca. Mało kto sobie uświadamia jednak, że wśród ludzi statystyczna większość potrzebuje również dla równowagi strachu przed karą, aby unikać grzechu. Niewielu zaś wchodzi na wyżyny życia duchowego mistyków żyjących surowym życiem ascezy, aby miłować tylko Boga. Sami święci mistycy nigdy zresztą nie pozwalali sobie na tego typu uprzedmiotowienie Boga a ich Bojaźń Boża była czymś nie pojętym dla współczesnych – skolegowanych z Bogiem wiernych. Oni sami opowiadali „niestworzone rzeczy” w ramach głoszenia Dobrej Nowiny. Że zacytuję tak popularnych w ostatnich czasach Ojców Kościoła: św. Hieronima, który twierdził, że „Spośród stu tysięcy grzeszników, którzy trwali w grzechu do śmierci zaledwie jeden zbawiony będzie” czy św. Augustyna obwieszczającego, iż „Jest pewne, że niewielu jest zbawionych”
Tak oto mamy w naszych czasach współczesnych, naszych pasterzy współczesnych namawiających owieczki do pseudoduchowych, sentymentalnych doświadczeń nazywanych osobową, radosną, cool, przyjacielską itp. relacją z Jezusem zamiast ukazywania prostego życia wiary. Oby od tej współczesności nie zgłupieć.
Jaki jest ratunek?
Stare katechizmy!
Niedbające o poprawność polityczną, a jedynie głoszące PRAWDĘ.
To punkt wyjścia by ukazywać prawdziwe życie Wiary. Wiary żywej tzn. objawiającej się w uczynkach a nie koncentrującej się na jakichś (wzniosłych nawet) uczuciach ludzkich i emocjach wobec Boga. Wiary, która przed Bożym Majestatem się korzy, aby swoją zuchwałością nie znieważyć Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Wiary, która wyraża się w pierwszym rzędzie w walce z grzechem by następnie dzięki łasce uświęcającej postępować w cnocie. Wiary, która dla wszystkich (a dla świeckich w szczególności) jest wypełnianiem obowiązków stanu. Zwykłych codziennych czynności, tego niesienia Krzyża na każdy dzień. Wiary, która objawia się pobożnym życiem, pracowitością, dbałością o katolickie wychowanie własnych dzieci. Wiary, która szuka wzoru życia u świętych a przede wszystkim u Najświętszej Maryji Panny.
Na koniec tych rozważań trochę dobrej przedwojennej katolickiej strawy z Katechizmu ks. Walentego Gadowskiego (1932). Punkt 159 i 160 o modlitwie:
Dlaczego powinniśmy się modlić,
bo
1. mamy obowiązek Boga uwielbiać, za otrzymane łaski mu dziękować i za grzechy go przepraszać
2. przez modlitwę oddalamy lub zwyciężamy pokusy,
3. przez modlitwę zbliżamy się do Boga i wzrastamy w wierze, nadziei i miłości ku Bogu
4. modlitwa wyprasza nam pomoc Bożą we wszystkich potrzebach, a zwłaszcza łaskę wytrwania w dobrym aż do śmierci
5. Modlitwa wstrzymuje kary Boże.
Jak powinniśmy się modlić:
1. pobożnie, tj. nie tylko ustami, ale całą duszą
2. pokornie, tj. pamiętać o niegodności naszej i o wysokiej godności Pana Boga
3. z ufnością, że Bóg dobry nas wysłucha
4. z poddaniem się woli Bożej tj. pozostawiając Bogu kiedy i jak wysłuchać nas zechce
5. wytrwale, tj. nie ustawać w modlitwie, chociaż nas Bóg zaraz nie wysłuchuje
Modlę się więc, abym nie musiał czytać nauki katolickiej, ale bym mógł ją słyszeć w każdym kościele do którego przyjdę z rodziną na katolicką Mszę Świętą, bo wiara się rodzi z tego co się słyszy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz