piątek, 8 lutego 2013

Wszystko płynie - Panta rhei

Wszystko płynie , Panta rhei – chciało by się rzec za pewnym pogańskim filozofem. To pogańskie nastawienie do rzeczywistości przyjęło się także wśród katolików, a wyrazem tego są „ulepszenia” które na swoim (jeszcze) żywym organizmie Kościół wprowadza od kilkudziesięciu lat. Można wręcz zauważyć pewnego rodzaju nowy wewnętrzny imperatyw, który przynagla do poprawiania Kościoła nowomianowanych proboszczów czy biskupów, tudzież świeckich zaangażowanych w działania duszpasterskie. Po objęciu swoich posług pracują głównie nad tym „co by tu ulepszyć” i poprawić. A to nowy Ołtarz, nowe świece, nowe szaty liturgiczne. A to nowe urządzenia do wyświetlania tekstów pieśni. A jak nowe to i najczęściej nowoczesne. Mamy więc nowoczesne świece na ropę – niebrudzące obrusów ale i niepachnące woskiem. Mamy nowoczesne ołtarze, usytuowane pośrodku prezbiterium, na których broń Boże nie może stać nic. Oczywiście oprócz mikrofonu (szczególnie uprzywilejowanego) i ew. Mszału. Mamy nowoczesne szaty liturgiczne, które absolutnie nie mogą przypominać sprawdzonych przez tysiąc lat wzorców, wzorów i kolorów itd. Rzeczy to poniekąd błahe, ale ukazują pewien przyjęty powszechnie model myślenia. Myślenie to rozciąga się niemal na wszystko i wszystkich. Dotyka również kluczowych treści i istotnych wartości. Takie zagęszczenie nowości (czy aby nie nowinek) przypadających na ostatnie kilkadziesiąt lat, nie miało miejsca nigdy wcześniej w historii Kościoła. NOWY Mszał Rzymski, NOWE ryty Sakramentów Świętych, NOWY Kodeks Prawa Kanonicznego, NOWY Katechizm Kościoła Katolickiego, NOWE Tajemnice Różańca Świętego (150 Zdrowaś …, symbolizujące 150 Psalmów zamieniono na 200 Zdrowaś…, więc czekam na brakujące 50 psalmów) NOWE Przykazania Kościelne, NOWE, NOWE, NOWE …. Tej gonitwie za nowością, lepszością (czasami uzasadnioną, jak choćby nakazem Boskim, aby czynić sobie ziemię poddaną) towarzyszy niebywała nienawiść do tego co Stare i Tradycyjne. Niebywała – w pełnym tego słowa znaczeniu – nie było jej dotychczas w Kościele Katolickim, który opiera swoją naukę na Tradycji Świętej i Piśmie Świętym. Zgodnie ze słowami św. Pawła: Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem (1 Kor 11, 23). A do Tymoteusza Św. Paweł pisze „To, co otrzymałeś za pośrednictwem wielu świadków, przekaż zasługującym na wiarę, aby i oni mogli nauczać innych” Czyli jeszcze raz: Nikt w kościele sam nic nie powinien wymyślać, ale (jednie i aż) przekazywać to co sam wcześniej otrzymał! Dlatego obowiązkiem katolika jest zgłębiać wiedzę o tym depozycie wiary przekazywanym przez wieki. Zgłębiać wiedzę o Tradycji Świętej. Obowiązek to za mało powiedziane, gdyż Tradycja Święta przekazuje Wiarę, bez której nikt nie osiągnie zbawienia. Niestety nowoczesnych katolików Tradycja nie obchodzi. Więcej. Oni mają na nią alergię. Wyszydzają ją i jej nienawidzą. Wszystko co było kiedyś (szczególnie w średniowieczu) było przecież takie obciachowe. Koronki, klepanie różańców, inkwizycja, wyprawy krzyżowe, zabranianie czytania Biblii przez kościół itd. To taki podręczny zestaw nowoczesnego katolika zadowolonego z tego, że to co było minęło. Dopiero teraz, i to dopiero MY, tak naprawdę wierzymy… . W sumie to te ciemne tabuny mas nie wierzyły w Boga, a już na pewno nie miały (zpsychologizowanej) RELACJI z Jezusem. Przecież przez wszystkie te lata ciemnoty i zacofania, błędów i wypaczeń, zaściankowości i zabobonu Kościół się mylił. Teraz dopiero już wie jak po nowemu owieczki prowadzić. Rodzi się tu jednak zasadnicze, niepokojące pytanie. Jak katolik może nienawidzić tradycji lub z niej szydzić? Jak? Należałoby odpowiedzieć, że - nie może. Jeżeli zaś to robi, to niestety należałoby powiedzieć, że już nie jest katolikiem. Że sam się stawia poza Kościołem. Należało by zatem nalegać, aby ktoś mający takie poglądy raczej zakładał swój własny nowy – nowoczesny kościół a Kościół Katolicki – zostawił w spokoju. Konkludując, nieprzyjaciół Tradycji pozostających mimo tego w Kościele można by zatem podejrzewać o udział w jakimś spisku, nazywać za Dietrichem von Hildebrandem Piątą Kolumną w Kościele lub koniem trojańskim, mających za zadanie niszczyć Kościół od środka. Trudno ocenić jak wielu jest w szeregach katolików zakamuflowanych nieprzyjaciół Kościoła. Być może wielu. Ale jeszcze więcej jest, jak wierzę, nieświadomych niczego ludzi dobrej woli, owieczek idących posłusznie za ogólnie przyjętymi opiniami. Do tych właśnie ludzi, ludzi dobrej woli, jest skierowane przesłanie środowisk tradycjonalistycznych, aby zachwycić ich pięknem Katolicyzmu. Jego wyjątkowością i niepowtarzalnością. Z premedytacją używam słowa Katolicyzm bo nie chodzi tu li tylko o Chrześcijaństwo, a w zasadzie nie o takie jakie się ostatnimi czasy upowszechnia. Chodzi o to, co Katolicyzm wniósł do cywilizacji jako czynnik kształtujący kulturę i obyczaje w ciągu wieków. Chodzi o to, aby sól była słona a nie mdła. Aby cechy katolickie były doceniane, podkreślane i stawiane na świeczniku a nie pod korcem. Aby piętnować ten antykatolicyzm co najmniej tak aktywnie jak niektóre organizacje zwalczają antysemityzm i mowę nienawiści. Docenić w swoim myśleniu swoją tożsamość – to obowiązek każdego Katolika. Jeszcze 100 lat temu nie raziłoby katolika stwierdzenie, że to katolicyzm jest prawdziwą religią, która składa Najświętszą i Prawdziwą Ofiarę jedynemu prawdziwemu Bogu. Nie może katolik wstydzić się słów – które wyznaje (zazwyczaj bezrefleksyjnie) co niedzielę w kościele: Wierzę w Jeden, Święty, Apostolski i Katolicki. Jeden to Jeden. Jeden to nie każdy. Kolejną niedocenioną rzeczywistością katolicką jest wartość cierpienia, od którego katolik nie ucieka, gdyż wie, że „dopełnia w swym ciele udręk Chrystusa” dołącza do Jego Jedynej, złożonej na krzyżu Ofiary przebłagalnej i pochwalnej. Katolik, to ten, który klęka przed majestatem obecności Chrystusa podczas Komunii Świętej. Który z wielkiej, żarliwej miłości do Boga nie dba o to czy pobrudzi sobie spodnie klękając przed Tym, który dał mu wszystko. Dzięki, Któremu istnieje wszystko. Katolik to ten, który wolałby umrzeć niż narazić na świętokradztwo Najświętsze Postaci. Otóż to. Ukazuje nam to jasno sam papież. Ukazuje nam jaki jest katolicyzm. Jaka powinna być katolicka liturgia. Ukazuje stawiając krucyfiks na Ołtarzu i celebrując Mszę Świętą twarzą do Chrystusa. Ukazuje udzielając Komunię Świętą tyko do ust i na kolanach. Ukazuje wreszcie, nauczając, że „To, co było święte dla poprzednich pokoleń, pozostaje wielkie i święte także dla nas” i że „Jest dla nas czymś dobrym, byśmy zachowali bogactwa będące owocem wiary i modlitwy Kościoła oraz byśmy dali im odpowiednie dla nich miejsce.” Najbliższy współpracownik papieża Abp. Müller, podkreślił ostatnio, że każda interpretacja Vaticanum II inna niż „hermeneutyka ciągłości” to herezja. Praktycznym aspektem tej ciągłości jest Motu Proprio Summorum Pontificum i intencja papieża, aby w każdej parafii była chociaż jedna Msza Dawna odprawiana. Systematyzuje On pojęcia formy zwyczajnej i nadzwyczajnej jednej Liturgii Rzymskiej. Papież sobie systematyzuje, ukazuje, a ludzie kościoła co? Gdzie jest normalność. Gdzie jest uczenie obu (obowiązujących) form jednego Rytu Rzymskiego wśród kleru. Dlaczego nie są organizowane kursy dokształcające dla kapłanów, którzy już zapomnieli lub nigdy nie mieli styczności z formą nadzwyczajną? Czyż biskupi i episkopaty nie powinny utworzyć diecezjalnych komisji mających za zadanie wprowadzanie w życie postanowień Summorum Pontificum? Dlaczego w ogóle jako świeccy mamy się zgłaszać, prosić i wypowiadać - czy chcę, czy nie chcę uczestniczyć w jednej bądź drugiej formie? Skąd mam o tym wiedzieć? Z internetu? Co w tym czasie robią moi pasterze skoro nie prowadzą mnie i innych zgodnie z intencją papieża? Zapewne to samozadowolenie niestety minie. Statystyki są zatrważające. Apostazja, która dotyka Europę zaczyna wkraczać do Polski. Również rewolucja obyczajowa w ostatnich dniach jakby przybrała na sile. Już formatuje mózgi nie opartych na Skale, którą jest nauka Chrystusowa letnich katolików. Ratujmy się z tego przewrotnego pokolenia poprzez powrót do Tradycji Świętej. Tradycją bowiem (za katechizmem) nazywamy wszystkie prawdy razem wzięte, które apostołowie otrzymali bądź z ust Samego Chrystusa, bądź też z natchnienia Ducha Świętego, a które podawane jakby z rąk do rąk i przechowywane w Kościele Katolickim dzięki nieprzerwanemu następstwu, doszły aż do nas. Może więc wszystko płynąć, wszystko się zmieniać i ewoluować, całe narody płynąć z prądem liberalizmu i „postępu” jak zdechłe ryby, poza Katolikami, którzy jako żywi mogą, potrafią i powinni płynąć pod prąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz